IX Dobrodzieńska Dycha – relacja Jędrzeja Bartnickiego

19 lipca 2014 r. Za oknem lejący się z nieba żar. Normalni ludzie przewracają się z jednego boku na drugi, a My? Jak to My, wybieramy się większą ekipą, a mianowicie 13 osób. Na tak licznym wyjeździe to jeszcze nie byłem. Jedziemy około 100 km do miejscowości Dobrodzień. Z tego co wiem, to parę osób od nas jeździ tam co roku od ładnych kilku lat. Moje nastawienie jak zwykle, nie do końca dobre,  tym bardziej, że bieg zapowiadany był na godzinę 11, czyli najprawdopodobniej w największy upał. Zajeżdżamy do Dobrodzienia na jakąś godzinkę przed startem. Idziemy grupą, już godnie reprezentując Sieradzbiega.pl na koszulkach, odebrać pakiety startowe. Całość przebiega bardzo sprawnie, więc wracamy do samochodów, by się przebrać. Bo kto by w taką pogodę szukał szatni…

Rozgrzewki nie zrobiłem dosłownie żadnej. Nie miałem siły się ruszyć, a co dopiero biec 10km. Postałem więc z Sebastianem i Jackiem, umilając sobie ten czas rozmową. No ale dobra, wybija godzina jedenasta i trzeba lecieć. Wszyscy od samego początku mnie ostro odstawili. Myślę sobie „Cholera, żeby tu tylko 50 minut złamać, a oni już tyle przede mną.” Pierwszy raz postanowiłem pobiec bez patrzenia na wszelakie czasy, tylko wypróbować bieg równo tempowy na intuicję. Z każdym kilometrem niezła walka w głowie ze słabościami. Po około 2 km na trasie postawiona została kurtyna wodna (świetny pomysł). Ogólnie było ich trzy, z czego pierwszą ominąłem, a kolejne brałem po zewnętrznej stronie (nie przepadam za płytkim oddechem..). Cienia na trasie tyle co kot napłakał, no cóż poradzić. Sorry, taki mamy klimat…

Od 6km zacząłem się niejako rozkręcać. Do tej pory byłem wyprzedzany, lecz od tego momentu to ja zacząłem wyprzedzać innych. Jakoś tak mam, że zaczynam nabierać sił, kiedy inni je tracą. Tempo cały czas równe w granicach  4:40 – 4:50. Potem jeszcze jeden zakręt no i jest – ostatnia prosta! Dałem z siebie dosłownie wszystko, wyprzedzając na ostatnim odcinku chyba z 5 poddających się już osób, a jak walczyć to do końca! Dzięki Bogu, że na mecie dawali 1,5l wodę, uff..

Zaraz wyłapuję resztę ekipy, nawet nie mam siły gadać. Malutkie łyczki wody, spacer i już jest lepiej. Kończę zawody w Dobrodzieniu w upale 30 stopni Celsjusza z czasem 48:48, czyli tylko 21 sekund gorzej od życiówki. Jeszcze tylko wspólne zdjęcie, przebieramy się i coś zjeść. Wojtek zajął 2. miejsce w swojej kategorii wiekowej, wielkie gratulacje! Jakby tego było mało został szczęśliwym posiadaczem Garmina! Taki to pożyje.. Nie ma co zazdrościć, może też się kiedyś dorobię albo też dopisze mi szczęście.

Do zobaczenia na pewno za rok!

Jędrzej

Grupa Biegowa “Sieradz biega”

Powiązane Posty