Beskidzka lekcja. BUT85, a może BUL100.

Trzy dni po biegu dalej jestem rozbity, obolały i przeziębiony. Wystartowałem z niedoleczoną kontuzją stopy, ale to był najmniejszy problem, pod koniec stopę zagłuszał ból w wielu innych miejscach. Uprzedzając fakty – zmieściłem się 1h10 przed 20-godzinnym limitem, końcówkę robiąc siłą woli. Ten bieg chyba mnie przerósł, podobnie jak całe to ogromne przedsięwzięcie z czterema trasami trochę przerosło organizatorów. Teraz jednak przed oczami przesuwają mi się pozytywne momenty. BUT mnie sponiewierał i podeptał jak robaka, ale na szczęście ten robak ma twardą skorupę i nie tak łatwo go zniszczyć. 🙂

Piątek 27 września, a właściwie już sobota, minuta po północy. Kolumna zawodników BUT55/85 rusza pod górę oświetlonym narciarskim stokiem. Życzymy sobie powodzenia z Michałem i Stefem. Temu drugiemu powtarzam jeszcze raz pewne motywujące polskie zdanie, którego go nauczyłem. Obaj jeszcze nie wiemy który dystans wybierzemy, tylko Michał jest pewny, że chce mocno zawalczyć na krótszej trasie. Po wejściu na stok kolumna napieraczy z czołówkami podąża szutrową drogą na Szyndzielnię, a potem szlakiem na Klimczok. Na szczycie zaczynam wariacki zbieg.

Uważam się za niezłego zbiegacza, ale wcześniej takich rzeczy nie robiłem po nocy. Uciekam grupce w której biegłem, ale jedno światełko ciągle siedzi mi na ogonie. Jeszcze przyspieszam, ale nie mogę go zgubić. Czołówka trochę rozświetla kamienistą drogę, ale taka szybkość w ciemności jest daleko poza moją strefą komfortu. Daję konkurentowi się zrównać. To dziewczyna! Gosia z Gdańska, zwyciężczyni 66 km z tegorocznej Krynicy. Z kim ja tu biegnę, z krajową czołówką – mówię jej – ciekawe ile wytrzymam twoje tempo? Przelatujemy razem przez jakiś przysiółek, to chyba Błatnia, spora grupka mieszkańców robi nam fantastyczny doping. W pewnym momencie pędząca za mną Gosia przewraca się i rozwala kolano do krwi. Pytam czy wszystko w porządku, ale nawet nie mrugnęła. Podnosi się i dalej zbiegamy jak szaleńcy. Na punkcie w Brennej dziękujemy sobie za naprawdę fajną współpracę. Zbiegając w nocy w pojedynkę na pewno byśmy nie rozwinęli takiej szybkości. Później jeszcze razem znajdziemy się w grupce która wlezie w czarną d… tzn. czarny szlak nad Brenną, ale o tym za chwilę. Dalej wspaniała Gosia wyrwie do przodu i zajmie 3 miejsce wśród dziewczyn na BUT55!

Za rzeczką na skrzyżowaniu szos wolontariusz mówi “trzymajcie się szlaku i taśm”. Tu mam rozmyte wspomnienie, bo nie pamiętam czy powiedział “zielonego szlaku” czy tylko “szlaku”. Nawet nie wyjmuję z kieszeni mapy, bo sprawa wydaje się ewidentna. Biegniemy z kimś we dwóch, na szosie prosto nie ma taśm w zasięgu wzroku, za to na lewo w lesie świecą odblaski. Decyzja może być tylko jedna – skręcamy. Podchodzimy rozciągniętą grupką, są jakieś wąty co do koloru szlaku, ale wszyscy napieramy. W końcu jakieś 2.5 km nad Brenną ktoś przede mną się zatrzymuje i robimy kilkunastoosobową naradę nad mapą. Po szybkiej rozkmince dochodzimy do tego samego wniosku, co te plemniki ze starego kawału. Po prostu poszliśmy trasą BUT150/220, która w Brennej rozwidla się z naszą. Żadnego oznaczenia rozwidlenia nie było. Jak opowiemy to załodze punktu w Ustroniu, ktoś powie że na szosie były widoczne taśmy i jakiś dowcipniś musiał je zdjąć. Nie wiem jak było naprawdę. Z tego co później usłyszę, błądzenie zawodników na wszystkich trasach było raczej regułą niż wyjątkiem.

Dlaczego wymieniam to wśród pozytywów? Tak jak wspomniałem, startowałem z niedoleczoną kontuzją i niedotrenowany, nie wiedziałem czy lecę na 55 czy 85. Jak zawracaliśmy, w grupce słyszałem teksty “no to teraz już nie mam szans na 85”, “a było tak fajnie” itd. Wtedy właśnie postanowiłem, że na przekór wszystkiemu napieram na 85. Przy rzeczywistej długości trasy i tym dołożeniu 5 km być może zrobiłem pełną setkę.

Nad Ustroniem wspólnie ciśniemy najpierw z jednym zawodnikiem którego imienia nie pamiętam, a potem na jeszcze dłuższym odcinku z Kubą z Katowic, niebieskim i żółtym szlakiem do Salmopola. Równe tempo i fajne gadki szmatki odwracające uwagę od zmęczenia. Gdzieś w okolicy Trzech Kopców, już w świetle dnia, z daleka widzę siedzącego na kłodzie Stefa. Umiera z braku kofeiny, nie może nawet otworzyć palcami batona. Chwilę z nim gadamy, trochę się ogarnia, mówi że za chwilę ruszy. Na punkcie się okaże, że kawa wyszła, więc pocieszy się papieroskiem i gnany nadzieją na kawkę na mecie, przesunie się ze 105 miejsca na 68 na BUT55.

Równo o siódmej meldujemy się z Kubą na Salmopolu. Wymieniamy się namiarami, zanim skręci na krótszą trasę. Może będzie z tego Rzeźnickie partnerstwo na przyszły rok.

Długi przelot z Salmopolu do Ostrego to prawie cały czas samotność długodystansowca, z ładnymi widokami i wyprzedzeniem paru osób po drodze. Póki jest pod górę albo równo, idzie dobrze. Na kamienistym zielonym szlaku w dół nogi zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa. Inwektywy, którymi obrzucam ten odcinek trasy, nie nadają się do tej relacji.

Na serpentynce na Skrzyczne liczę agrafki. Dzięki temu i spojrzeniu na mapę na nieoznaczonym rozstaju pod szczytem skręcam w prawo, unikając wycieczki z powrotem na Malinowską Skałę. Zbieg ze Skrzycznego to następna masakra dla moich nóg. W Szczyrku dogania mnie śląsko-wielkopolska trójka. Razem znajdujemy nieco zakamuflowany punkt. To już prawie 14 godzin napierania. Odtąd aż do samej Szyndzielni, powłócząc nogami jak zombiaki, będziemy się nawzajem motywować do stawiania jednej stopy przed drugą. Ochrzciłem naszą drużynę Formacja Nieżywych Schabów. Mariusz, Sebastian, Jarek – jesteście wielcy, dzięki Wam dotarcie do mety dużo mniej bolało. Mariusz, dodatkowo wielkie dzięki za browarka na mecie!

Czarny szlak do Bystrej nie ma końca, co stracimy wysokość to znowu trzeba podchodzić. Jak wreszcie jesteśmy na ostatnim punkcie, dzwoni Stef. Mówi o niesamowitym 9 miejscu Michała na BUT55 i pyta co u mnie. Zaczynam jojczyć, że mnie wszystko boli. Wtedy w słuchawce słyszę wyuczone polskie zdanie z twardym, belgijskim akcentem. NAPIERAJ, NIE PIERDOL!

Takie momenty naprawdę pomagają. Telefoniczne wsparcie od Michała i Stefa z mety. Sms od Asi gdzieś w okolicach Skrzycznego, a potem od drugiej Asi jak miałem najgorszy kryzys na końcowym długim zbiegu z Szyndzielni. Po drodze myśli o paru osobach, które wierzyły że dam radę, że aż nie wypadało nie ukończyć. Michał czekający na mecie. Rozmowa przez telefon z Ag…

Na końcowych kaemach o ile pod górę moje nogi jeszcze nieźle dają radę, to na zbiegach wszystko jest jednym wielkim bólem. Na szutrówce z Szyndzielni ledwo człapię w dół, podpierając się kijami. Tuż przed stokiem narciarskim zaczynają mnie doganiać ludzie, którzy wcześniej byli daleko za mną. Wtedy dostaję najlepszą lekcję z całego biegu. BÓL JEST W GŁOWIE. W dużym stopniu ode mnie zależy, czy i jak go odczuwam. Nogi stwierdzają, że jednak są w stanie biec.

Nad stokiem zbiera się nas kilkuosobowa grupka. Nie wiem kto pierwszy rusza, po prostu jak na komendę rzucamy się w dół. Zapominam o bólu i lecę na pełnej pycie do kreski, do końca naciskany przez jednego zawodnika, reszta zostaje trochę z tyłu. Ale to nieważne, kto wygrał ten finisz. To był czysty surrealizm, że mając jakieś 100 km i prawie 19 godzin w nogach rozegraliśmy sprinterski downhill, osobny wyścig obok całego BUT85.

O organizacyjnych obsuwach już dużo napisano tu i tam, kto był to wie, ludzie i tak zrobili kawał dobrej roboty rozkręcając taką imprezę z 4 trasami i na pewno wyciągną wnioski na przyszły rok. Wspaniałe załogi punktów, mimo zimna i niewyspania, zawsze były uśmiechnięte i pomocne. Przyjechałem, żeby się zmęczyć i czegoś nauczyć o bieganiu ultra i o sobie, i pod tym względem ten bieg spełnił moje oczekiwania. BUT ma potencjał i dla mnie na pewno nie jest spalony. Arek, Michał i cała ekipo, dzięki za wszystko i życzę Wam powodzenia. 🙂

Wasz górski korespondent,
Kamil Weinberg
biegampolodzi.pl TEAM

Wyniki:
BUT55
http://www.online.datasport.pl/results1011/wyniki/01_but55.pdf
BUT85
http://www.online.datasport.pl/results1011/wyniki/02_but85.pdf
BUT150
http://www.online.datasport.pl/results1011/wyniki/03_but150.pdf
BUT220
http://www.online.datasport.pl/results1011/wyniki/05_but220.pdf

Powiązane Posty