Mój piąty Półmaraton Warszawski relacja Mirka Urbańskiego

Organizacyjnie: Impreza z prawdziwym rozmachem. Widać wpływ konkurencji w stolycy. No nie wiem jakbym się starał nie ma się do czego przyczepić. Biuro zawodów, miasteczko maratońskie, organizacja startu i mety, zabezpieczenie trasy. Jak dla mnie nic lepiej robić nie trzeba. Oby imprezy Fundacji MW pozostały na takim poziomie. Z przyjemnością bierze się w nich udział.

Sportowo.

Jak tu powiedzieć coś złego o biegu, w którym poprawiło się życiówkę o 2 minuty i 9 sekund. Wynik 1:32:44 gdy celowało się w ciemno w 1;33 jest OK. Biorąc pod uwagę wkład włożony w przygotowania wynik jest dla mnie nadspodziewanie dobry. W ciągu 10 tygodni przygotowań do półmaratonu warszawskiego przebiegłem 405 km. Niby niewiele a jednak przełożyło się to na wynik lepszy od ubiegłorocznego o ponad 5 minut. ( rok temu było 570 km i wynik 1:38:00 ). Tło biegu. Oj ciepło było dzisiaj.

Taktyka.

Rozgrzewka to 2 km truchtu plus ćwiczenia.

Marsz na linię startu i ustawiam się tuż za grupą z balonikami na 1:35.

Start i zgodnie z przewidywaniami grupa 1:35 wystrzeliła do przodu jak rakieta. Mój pierwszy kaem 4:37, drugi 4’37. Początek zgodny z planem. Spokojnie. Pierwsza piątka 22’31”. Baloniki tak daleko przede mną, że ich nie widać. Bez paniki do mety jeszcze daleko. Druga piątka 21’45”. Wchodzimy na obroty. Tuż za znakiem 7 km zmieniam garderobę. Zgodnie z zasadą wędrówek po górach. Lepiej mieć co z siebie zdjąć niż nie mieć czego założyć, ściągam koszulkę ( na starcie miałem na sobie dwie – klubową i taka tam podszewkę na wszelki wypadek ). Od razu lepiej.

Kolejna piątka 22’01”. Międzyczas na 15 km 1:06:17 ( życiówka na 15 km przy okazji weszła ). No i to na co czekali wszyscy czyli Mount Agrykola.

Podbieg ok 400 – 500m. Najwolniejszy km biegu 4’45”. Za podbiegiem kilka głębokich oddechów, redukcja biegu jak w Jelczu i można zacząć się ścigać.

Baloniki na 1:35 już tylko 50m z przodu. Mijam ich przed znakiem 18 km.

4’17 – 4’17 – 4’13 – 4’08 – 4’03 – to czasy ostatnich kilometrów.

Refleksja.

Za 6 tygodni teoretycznie bieg sezonu. Półmaraton Białystok i pierwsze podejście do pokonania granicy 1:30. Oj coś mi się wydaje, że nie jedyne niestety. Trzeba ścisnąć się za jajka i zacząć trenować a nie tylko biegać.

Tymczasem relaks do najbliższej niedzieli, gdy zmierzę się z dystansem 10 km We wtorek i w środę może nawet w czwartek poudeptuję chodniki w Sieradzu.

Pozdrawiam – Mirek Urbański

GB “Sieradz biega”

Powiązane Posty