35 Maraton Warszawski dziarskim krokiem odszedł do przeszłości …

Warunki do biegania w tym dniu praktycznie idealne.+ 6 stopni na starcie. Pochmurno i mgliście. Praktycznie bezwietrznie. Później na trasie wiaterek dał o sobie znać. Na szczęście nie za mocno. Tak jak i słońce, które w drugiej połowie biegu grzało w plecy. Samopoczucie dobre. Zepsute przez własne gapiostwo. Pakując garmina do plecaka musiałem przez przypadek włączyć zasilanie i tak cichutko przez noc bateria dokonywała żywota. Nie było już czasu aby cokolwiek zrobić. Miałem jedynie nadzieję, że choć przez część trasy zegarek będzie działał.Szybka kalkulacja i zdecydowałem się na bieg na tzw “pamięci mięśniowej tempa” tłuczonego na treningach. Przez cały bieg tj. do czasu wyłączenia się zegarka nie sprawdzałem tempa biegu a jedynie na oznaczeniach kilometrów czas pokonania ostatniego kilometra.

Dodatkowo aby było ciekawiej zdecydowałem się na bieg raczej ” samotny”. Bez podłączania się do żadnej grupy czasowej. Tylko ja, czas i dystans do pokonania.

Na starcie ustawiłem się tuż przed balonikami na 3:25

START i z zgodnie z założeniami bieg na lekko zaciągniętym hamulcu. W głowie tylko słowa – spokojnie równo i powoli. Grupa na 3:25 wystrzeliła jak rakieta i już po chwili byli ok 100 m przede mną.

Pierwsze 5 km czas 24:57 – zgodnie z planem.

5 – 10 km. Druga “piątka” – czas na podkręcenie tempa. Biegnie się swobodnie. Krok równy. Pilnuję oddechu. Grupa na 3:25 dalej ucieka choć czas pokonywanych kilometrów wskazuje, że to ja powinienem zbliżać się do nich. Refleksja. To oni biegną za szybko a nie ja za wolno. 10 km tunel i pora na pierwszy żel. Czas “piątki” – 24:21

10 – 15 km. Trzecia piątka. I decyzja, że przyszła pora na dogonienie baloników na 3:25. Biegnę równo. Nie omijam żadnego punktu z napojami.

Międzyczas na 14 km ( 1/3 trasy ) pokazuje 1:07:40.szybka kalkulacja. Meta w tym tempie ok 3:23. Na 15 km jetem na równi z prowadzącym na 3:25. Czas trzeciej “piątki” 23:42

15 – 20 km. Według mnie grupa biegnie odrobinę za szybko jak na wynik 3:25. Choć prowadzący twierdzi inaczej. Na 15 km biorę pod język tabletkę Enervit GT Sport. Nie popija się tego wodą a ssie powoli. Nawet dobre. Nie przeszkadza w biegu. Postanowiłem, że “powiozę” się trochę za prowadzącym z balonikami. Odcinek trasy raczej bez historii. Staram się rozluźnić. Pilnuję picia na punktach. Czas “piątki” 23:53

20 – 25 km. Przyszła pora na pożegnanie grupy na 3:25 co robię na puncie z napojami na 20 km. Biorę drugi żel i ruszam w drogę sam.

“Półmetek” mijam z czasem 1:41:31. Mnożę przez dwa i meta wychodzi 3:23 ( pod warunkiem, że nie zdechnę ). Nie jest źle. Nic nie boli. Czekam na zgon zegarka. Pomiędzy 23 a 25 km zaczyna wiać i biegniemy pod wiatr. To odcinek z tzw “nawrotką”. Widzę, że baloniki na 3:20 są ok kilometr przede mną. Pilnuję jednak czasu swoich kilometrów. Nie gonię ich. Po pierwsze mijali linię startu zapewne sporo przede mną. Pogoń za nimi na tym etapie biegu była by nieekonomiczna. Na 27 i 30 km czekają na mnie dwa podbiegi. Czas “piątki” 23:49. Jest równo i dobrze.

25 – 30 km . Zbliża się słynna ulica Arbuzowa. Odcinek po “oranym” ładnie wyrównany choć nogi lekko zapadają się w glebę. 20 m i dalej już twardo. Pierwszy podbieg. Staram się utrzymać stały poziom wysiłku a nie tempa biegu. Na górze zakręt 90 stopni rozluźniam ręce i dodaje gazu. Oznaczenie 28 km mijam z czasem 2:14:30. Widzę, że utrzymuję stałe równe tempo. Jeżeli nie zdechnę meta 3:23. Czas “piątki” 23:54

30 – 35 km. 30 km trzeci ostatni żel na punkcie z piciem. Kawałek za wodopojem zerkam na zegarek i widzę, że żywot baterii dobiegł końca. No to teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. W dalszym ciągu biegnę cały czas sam. I tu dopiero tak na prawdę rozpoczynam bieg na tzw pamięci mięśniowej tempa z treningów. Bardziej boję się chyba przyspieszyć niż zwolnić. Drugi odczuwalny podbieg na trasie. W zasadzie przestaję zwracać uwagę na oznaczenia kilometrów. Nie ma czego pilnować. Koncentruję się na oddechu i rytmie biegu. Nie jest już tak lekko. Na ok 34 km jest dmuchana brama taka jak na starcie lub mecie biegu z dużym napisem “Ściana”. Przez 200 – 300 metrów mam nogi jak z ołowiu.

Udaje się jednak utrzymać rytm biegu.

Czas “piątki” wychodzi 24:21. Czas ogólny z wyników na 35 km 2:48:20

35 – 40 km. Biorę drugą tabletkę pod język. Piję zasadniczo wodę. Izotonik piłem chyba jedynie cztery razy.

Na 5, 15, 25 i 40 km. Staram się utrzymać koncentrację na rytmie biegu. Wbrew pozorom biegnie się zadziwiająco dobrze.

Widać stadion. Czas ostatniej pełnej “piątki” 24:08. Czas ogólny na 40 km 3:12:28. Ale tego w chwili mijania oznaczenia 40 km nie wiem.

40 – 42,195 km. Ostatnie 2 km i 195 m przebyte w 10 minut 15 sekund. Nie wiem dlaczego bałem się zaryzykować i odrobinę przyspieszyć.

Podbieg na moście i zbieg do stadionu. Linię startu przekraczałem ok jednej minuty i czterdziestu sekund od strzału startera ( później w wynikach okazało się, że było to dokładnie 1’36” ) w duchu liczyłem, że na zegarze na mecie zobaczę czas poniżej 3:25 brutto. Odejmując różnicę 1’40” dawało by mi to czas końcowy ok 3:23.

Wybiegam na ostatnią prostą. Spoglądam na zegar i widzę 3:24:0 coś tam na ok 50 m do mety. Nie biegnę na złamanie karku. Nie walczę o sekundę czy dwie. Jestem po prostu zadowolony. Na zegarze 3:24:19 brutto.

Odbieram rzeczy z depozytu i dopiero po włączeniu telefonu wiem jaki uzyskałem końcowy czas. 3:22:43.

Można powiedzieć, że zrealizowałem plan biegu w 99,9%. Można też powiedzieć, że bałem się zaryzykować i szarpnąć się na 3:20.

Pobiegłem równo. Praktycznie bez odczuwalnych kryzysów na trasie.

Pierwsza połowa biegu 1:41:31. Druga 1:41:12. I taka sztuka udała mi się w maratonie pierwszy raz.

 

Poprawiłem najlepszy wynik w maratonie o ponad 14 minut. Poprzednia poprawa rok temu to ok 12 minut.

Daleki jestem od określania tego, że moja metoda treningu działa. Nie mnie jednak w przygotowaniach do maratonu i do połówki nic zmieniał na razie nie będę. Drobne kosmetyczne zmiany może.

Nie ma co gdybać co by było gdyby zegarek działał do końca. Gdybym miał pełna kontrolę nad czasem pokonywanych km.

Ten bieg to już historia.

Wyniki 35 Maraton Warszawski

Pozdrawiam.

Mirek Urbański

GB Sieradz biega

Powiązane Posty