W temacie Chomika - zaproszenie do dyskusji

5147 Organizatora półmaratonu Chomika proszę tylko o jedno: Niech podziękuje uczestnikom biegu za udział, podziękuje garstce wolontariuszy za ogromną pracę jaką włożyli w organizację biegu, podziękuje kibicom i samozwańczej ekipie z punktu z wodą za mistrzostwo świata w improwizacji. I wszystkim niech podziękuje za uśmiech na twarzy (mnie nie musi – patrz foto) mimo wszystko.

Fejsbukowa strona Biegu Chomika, niczym struś schowała głowę w piasek. Wyświetla się figa z makiem.

Za hejty (hejt jak wszyscy wiedzą jest mową nienawiści, złośliwości i pogardy).

Temu Chomikowi nienawistni biegacze doczepili pejsy, mordkę wymalowali na czarno i koniec końców – wyzwali od rudej małpy . To się chomik wkurzył i zamknął kramik z trzaskiem. Miast banana sprzedał bana. Zniknęły komentarze, opinie uczestników biegu. Ostre, ale nie anonimowe. Na oficjalnej stronie biegu też od wczoraj cisza, nieładnie.

Dla niezorientowanych kilka zdań wyjaśnienia.

Trzecie co do liczebności mieszkańców w Polsce miasto Łódź nie miało do tej pory ulicznego półmaratonu z prawdziwego zdarzenia. Miasto Łódź ma dogodne centralne położenie w kraju, szerokie i płaskie ulice, bogatą bazę hotelową, całkiem przyzwoitą ofertę kulturalno-rozrywkową. Unikatowy w skali europejskiej układ architektoniczno-urbanistyczny, prawie największy w Europie piękny nowy dworzec kolejowy itp itd.

W sensie tzw „turystyki biegowej” miasto Łódź ma ogromny potencjał. A dystans półmaratoński (moim zdaniem) też ma ogromny potencjał. Laikowi trudno w to uwierzyć, ale dużo łatwiej biega się połówkę niż dyszkę. Taki świeżo zachłyśnięty biegową modą „świeżak” po pół roku biegania jest gotowy by tą połówkę ukończyć i to sporo poniżej limitu. Takich biegowych „świeżaków” w Polsce są teraz tysiące. Frekwencja na półmaratonach organizowanych w innych polskich dużych miastach (Wrocław, Poznań i Warszawa) oscyluje w granicach 10 000 biegaczy.

Dlaczego część tej liczby nie miałaby pobiec w Łodzi?

No i właśnie 11 listopada ubiegłego roku ruszyły zapisy na tegoroczny bieg.

Zapowiadało się pysznie. Atrakcyjna trasa, atrakcyjne wpisowe, nasz łódzki lubiany organizator, ładna strona internetowa, cykl biegów przygotowawczych. Ech.

Naprawdę nie chcę pisać źle, ale samo serce nie wystarczy, by zrobić taką imprezę.

Uliczny półmaraton logistycznie jest przedsięwzięciem drogim. Samo wpisowe wystarcza jedynie na pokrycie części kosztów biegu.

Bieg Piotrkowską hojnie finansowany jest przez sponsora i dodatkowo wsparty jest dotacją magistratu w kwocie ok. 50 000 zł (proszę kwot podawanych w tym wpisie nie brać dosłownie-dosłownie one mają jedynie służyć pojęciu wielkości). Tak samo łódzki maraton, przynajmniej do tej pory finansowany był hojnie przez sponsora i dodatkowo magistrat pokrywał fakturki na 200 000zł kosztów.

Jasno z tych „blondynkowych” rachunków wynika, że do udanej ulicznej „połówki” potrzeba: wpisowego od paru tysi biegaczy, sponsora i wsparcia z magistratu.

Organizator, który się podejmuje organizacji takiego biegu i uruchamia zapisy ma chyba świadomość, że będzie w stanie finansowo podołać zadaniu.

Zapisy ruszyły, zapisało się około 1200 biegaczy, bogaty sponsor sam się nie znalazł i miasto też złotem nie sypnęło.

Impreza udać się zwyczajnie nie mogła.

Tylko.

Dlaczego do ostatniej chwili trzymane to było w tajemnicy?

No i gruchnęło. Tośmy sobie „hejtów” popisali. Biegacze łódzcy w hejtach łączcie się.

I nastał dzień biegu.

Dystans półmaratonu podzielony został na siedem jednakich odcinków z tzw dobiegiem. Start i metę zorganizowano na ulicy, nie za bardzo wiadomo gdzie, bo nie było bram startowych.

I tak dalej, i tak dalej – dorzucajcie teraz sobie sami braki, jak to mówią: „Łódź to stan umysłu” - w narzekaniu to my są miszcze .

A z drugiej strony

Punkt z wodą

Organizator zapewnił 3000 kubków i sześcioosobową obstawę legalnych wolontariuszy. Reszta ekipy, kubki i dodatkowa woda zorganizowała się sama na biegu. Punkt z wodą na tym biegu to było mistrzostwo świata. To nie tak, że my umiemy tylko narzekać. Gdy wody zaczęło brakować grupy kibiców zaczęły pomagać w dystrybucji i logistyce.

Ogólnie kibice spisali się na Chomiku na medal. Pomagali liczyć kołka i zdzierali gardła na dopingu.

Wyszło szydło z worka – biegacze łódzcy jako społeczność są zajebiście fajni, zgrani i mają dystans do siebie.

Przed tym wpisem poczytałam trochę w konstruktywnej krytyce, bo mimo tego, że w sumie udało się, pewnych „niedociągnięć” tego biegu pozamiatać pod dywan nie sposób.

Brak zabezpieczenia medycznego.

Na naszym punkcie kibicowania blisko 15 minut na karetkę czekał zawodnik „prawie przytomny”. To prawda, że dziewczyny udzieliły mu pierwszej pomocy i nie został pozostawiony sam sobie i że wszystko dobrze się skończyło i nawet napiszę tak : Bartek mamy dla Ciebie medal, zgłoś się :). Takich przypadków było kilka a to już jest niebezpieczne.

Braki w aprowizacji, brak izotonika, cukru, czegokolwiek.

Dystans półmaratoński w wydaniu ulicznym, rozpieścił co nieco uczestników. Zwyczajowo poi się ich izotonikami, karmi czekoladą, wafelkami, owocami. Po godzinnym wysiłku biegacz musi się czegoś „nawtykać” taka jest fizjonomia ludzka. Trzeba mieć świadomość, że po dwóch godzinach na samej wodzie ludzie zaczną „fikać”.

Tyle niedociągnięć „grubych” moim zdaniem wystarczających, by już na starcie odpowiedzialnie odwołać imprezę.

Można było przyznać się : Trudno przerosło nas, a nie na siłę robić imprezę niebezpieczną dla życia.

I jeszcze teraz, bez słowa wyjaśnienia znika fanpejdż biegu na faceboku. To już jest naprawdę słabe.

A my w Łodzi potrzebujemy dużych biegów, bo zwyczajnie nas biegaczy jest dużo.

Czy (na ten przykład) po tej nieudanej premierze połówki, ktoś z łódzkich organizatorów biegów odważy się na zorganizowanie następnych edycji biegu, czy nawet ciągnięcie dalej maratonu?

Czy naprawdę jedynie słusznym biegiem ulicznym w Łodzi musi pozostać wiosenny bieg z „szamponem” w pakiecie?

Organizatora półmaratonu Chomika proszę tylko o jedno:

Niech podziękuje uczestnikom biegu za udział, podziękuje garstce wolontariuszy za ogromną pracę jaką włożyli w organizację biegu, podziękuje kibicom i samozwańczej ekipie z punktu z wodą za mistrzostwo świata w improwizacji. I wszystkim niech podziękuje za uśmiech na twarzy (mnie nie musi – patrz foto) mimo wszystko.

A jak tego nie zrobi - niech idzie do diabła.

Ps: Maraton w Łodzi da się zrobić niedrogo – na Dellu. Chomik też pewnie zagości w łódzkiej tradycji, pewnie nie jako bieg komercyjny tylko koleżeński, w pewnym sensie ma potencjał.