Pożegnanie z ptaszkiem

5352 W sobotę 10 marca, o godzinie 9.00 – po raz 298 wybrzmi znane każdemu: ZAPRASZAM NA START. Po raz ostatni w Parku Poniatowskiego, bowiem z powodu „rewitalizacji” parku biegacze na czas remontu muszą przenieść się do innej lokalizacji i nie jest tajemnicą , że trafią do ZOO.

Parkrun w Parku Poniatowskiego organizowany jest nieprzerwanie od prawie sześciu lat. Od 30 czerwca 2012 roku, nie było soboty, w której rankiem biegacze nie biegaliby po parku. Ulewne deszcze, 20 stopniowe mrozy, święta, zaćmienia słońca, 30 stopniowe upały, braki w dostawie prądu nigdy nie były przeszkodą by zorganizować bieg.

Przez ten czas (licząc średnio 110 uczestników na bieg) biegiem cztery i pół raza okrążyliśmy ziemię lub inaczej licząc w połowie dobiegliśmy do księżyca. Globalnie uczestnicy podczas tych prawie trzystu biegów wypocili około 10 milionów kilokalorii, co przekłada się na tonę spalonego tłuszczu.

Przy okazji biegów parkrun zawarto kilkaset nowych przyjaźni, parę par wymieniło się partnerami, powstało kilkanaście nowych mniej lub bardziej formalnych związków, urodziła się całkiem pokaźna gromadka dzieci i nowa świecka tradycja.

Hasło - Jest sobota, jest parkrun -setki mieszkańców naszego miasta dosłownie wypisało sobie na plecach. Mogę 50 razy, mogę 100 razy i 250 razy, a to ja pomogę 25 razy.

Dodatkowo podczas biegów zostało pstrykniętych około 50 000 zdjęć. Kilkadziesiąt razy pokazali nas w telewizji i kilkaset w prasie. Taka trochę wizytówka i reklamówka byliśmy. Bo parkrun to bieg darmowy, oparty na wolontariacie i budowaniu społeczności. Jak najbardziej poprawny i społecznie potrzebny.

Do czego zmierzam ?

Niby wszystko ma być fajnie. Po wycenionym na 8 000 000 zł remoncie parku, w jego wschodniej części powstaną nowe alejki, nowe rabatki z krzaczkami i kwiatkami, zaiskrzy tęczą barw multimedialna fontanna. Z tego co wyczytałam w prasie, amfiteatr dalej utrzymywany będzie w formie romantycznej ruiny, a ścieżki po zachodniej stronie parku pozostaną w obecnym stanie naturalnym, tak byśmy po powrocie, mogli dalej biec na ten nasz księżyc w księżycowym krajobrazie. Krótko - „rewitalizacja” parku dla poprawy infrastruktury dla biegaczy nie wniesie nic.

Bo i z definicji nie musi.

Rewitalizacja definiowana jest jako przywracanie do życia. By zaistniał sens jej bytu, musi istnieć jakiś obszar zdegradowany i martwy, który można by w jakimś sensie ożywić.

A biegacz? To ładny, zadowolony z życia człowiek. Sam dbający o swoją formę i witalność. Potrafiący samodzielnie zorganizować się społeczności, kluby itd. Z definicji nie kwalifikuje się do procesów rewitalizacyjnych.

By „rewitalizacja po łódzku” miała sens, z obszarów poddanych procesowi jej działania, należy wcześniej usunąć wszelkie objawy życia. Należy przygotować tzw. martwe pole, by je potem w sposób merytoryczny ożywić.

W przypadku parku: przed rozpoczęciem rewitalizacji należy usunąć z niego wszelkie oznaki życia np. biegaczy. Wskazane jest wycięcie wszystkich drzew i wystrzelanie wiewiórek. Stworzenie takiego martwego pola, daje ogromne szanse na powodzenie działań rewitalizacyjnych w postaci nowych nasadzeń i zasiedlania nowych populacji.

Rewitalizacja - by była skuteczna musi opierać się na twardych zasadach. Tylko twarde zasady są w stanie utrzymać wysokie, pożądane, wskaźniki gentryfikacyjno-geriatryzujące. Wszelkie działania rewitalizacyjne przybierające charakter miękki, można spokojnie wsadzić między wiersze licencjackich prac studentów zaocznych kierunków zamiejscowych uczelni – jako wartości niepoliczalne i zajeżdżające mrzonką.

Biegaczu nic nie zrozumiałeś z ostatniego akapitu ? Nie jesteś sam. Rewitalizacja jest trudna, mało kto rozumie zasady jej działania.

Wracamy do naszego Parku.

Park Poniatowskiego jest mocno okrojoną pozostałością dawnego historycznego założenia parkowego. Powstał kiedyś, całkiem niedawno temu. Onegdaj, przez pięć lat prosperity, najbogatsi ludzie tego świata, dla rozrywki rozbijali się po parkowych alejkach w dwukonnych resorkach. Potem w dobie kryzysu, przez około pięć lat, bezrobotne chłopaki z miasta, z nudów, zwabiali tu młode dziewczyny na tzw. gwałt. Następnie, na pięć lat, rasa panów park zamknęła tylko dla siebie. Potem ruscy pochowali tu swoich lejtnantów i gienerałów.

Za komuny rosło sobie wszystko w zieleni - powoli. Ktoś czasem, siedząc na ławce - zjadł angielkę, na alejkach zgubił migawkę, zrobił (nie napiszę co) w tytkę, zawiązał sznurkiem i podarował przechadzającej się po parku włókniarce mówiąc, że to trufle z pobliskiej Rusałki – ot zwykłe parkowe życie.

Ostatnia dekada w parku - to czas biegaczy. W sobotę – społeczność parkrun, w niedzielę -wybiegania, w tygodniu- różne grupy treningowe (czasem trzy jednocześnie), rano ci co na drugą zmianę, wieczorem – enteligencka elita, w nocy – chyba studenci z pobliskiego campusu. W tym parku, po prostu nie ma chwili, by ktoś po nim nie biegał.

A park przecież zabytkowy, nie uchodzi. Ale skoro są, ci biegacze i biegają, to w związku z tym, czy nie tworzą przypadkiem historii tego miejsca? Czy jako społeczność nie są wzorcem dla pojęcia „zabytkowa rewitalizacja parku”? Bo też i prawdą jest, że niektórych biegaczy spokojnie można wrzucić w pojęcie „zabytek”.

Dodanie potrzeb biegaczy nawet do już poprawnie sformuowanego sformowania: „rewitalizja zabytkowego parku” spokojnie dałoby się przed Unią wybronić.

Pani urzędniczka spokojnie mogłaby dalej stabilnie siedzieć na stołku, gdyby dla biegaczy w parku zrobić ścieżki biegowe, dla nordików – ścieżki nordikowe, dla macantów drzew – drzewa macantowe, dla hipsterki – grządki uprawowe, dla artystów – muszle koncertowe. Dla dzieci place zabawowe, a dla łobuzów monitoring i kontroling.

Co stanowi o wartości przestrzeni publicznych w mieście – czy ich historycznie „zakonserwowana” zabytkowa tkanka, czy jakość usług które oferują? Parki to nie muzea, tylko miejsca do spędzania wolnego czasu.

By nie przytruwać za długo i nie marudzić tylko: Parkrun od lat uczestniczy w budżecie obywatelskim. Od pierwszej edycji składane są wnioski o poprawę infrastruktury. Uczciwe wnioski z poziomu ogólnomiejskiego. Pewnie gdybyśmy o poprawę infrastruktury prosili z puli osiedlowej, gdzie potrzeba mniej głosów na pozytywny wynik, pewnie coś już by było ugrane. Tyle, że osiedlowe pule są na zabezpieczanie potrzeb lokalnych mieszkańców danych terenów, a na parkrun przybiega pół miasta.

Czego ja bym oczekiwała po rewitalizacji parku? Dla biegaczy to:

Aktywnych biologicznie, półprzepuszczalnym nawierzchni do biegania, całorocznej ogrzewanej toalety, parkowej kawiarni, a nawet – szatni, natrysków i szafek depozytowych, monitoringu i energooszczędnego oświetlenia. To wszystko we współpracy z NFZ (oszczędności – biegacz nie pije i nie pali)

Bogacące się społeczeństwo albo buduje się za miastem i zamyka w swoim płocie, albo wybiera aktywne życie w mieście, minimalizując czas spędzony w ciasnych mieszkaniach. Jedni uprawiają kulturę wysoką inni kulturę fizyczną. Parki miejskie winny spełniać standardy użyteczności współczesnej. Jeżeli są już pieniądze na ich ulepszanie, to kasa ta winna być wydawana zgodnie z potrzebami żywych współczesnych ludzi.

Może jestem głupia, bo dziwna to na pewno – ale nie jestem w stanie zrozumieć pojęcia Zabytkowy Park, jeżeli to pojęcie nie odnosi się do Łazienek Królewskich w Warszawie.

Co ja myślę w temacie – sobotnie wydarzenie „ pożegnanie z ptaszkiem parkrun” może być pożegnaniem prawdziwym. Przeniesienie lokalizacji biegu, nawet gdy trasa będzie szybsza i pozwolą nam wbić strzałki w mniej zabytkową ziemię, nie jest tożsame z przeniesieniem społeczności, zwłaszcza, że biegaczy z Poniatoszczaka wyrzuca się po nic. Gdy wrócą zastaną te same dziurawe ścieżki przy kortach, może jeszcze bardziej dziurawe, bo rozjechane przez ciężarówki z „rewitalizacyjnej” budowy.

Parkrunowcy w historii „zabytkowego” Parku Poniatowskiego, swoją bytnością zapisali najpiękniejszą kartę. W innych miastach, parkrunowe społeczności są kochane i dopieszczane, a w Łodzi – a do ZOO z wami.

Fajnie, gdyby na pożegnalnym biegu była nas masa cała. W Łodzi w parkrun zarejestrowanych jest kilka tysięcy biegaczy i tak sobie myślę – że po pożegnalnym: ZAPRASZAM NA START, gromko odpowiedzieć : Łódź qrwa (w źródłowej intonacji).

 

U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki

przędą sobie przędą w skansenie niteczki

Kręć się kręć wrzeciono

Wić się tobie wić.

Odfruń ptaszku parkrun

tu nie da się żyć.

 

Dobra, tragedii nie ma - 17 marca jest sobota. Wiadomo jest sobota-jest parkrun. W nowej odsłonie na nowej szybszej trasie. Drogie babki -VI Międzynarodowy Bieg po Babeczki w ramach bezpłatnych biegów parkrun, ponieważ zbiegł się datą ze stypą zwaną „pożegnanie z ptaszkiem” został przełożony na tydzień później. Co się odwlecze, to nie uciecze.

Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/2052258115041240/