II Półmaraton Wielka Pętla Izerska – relacja Rafała Błaszczyka

2681 Udział w półmaratonie II Wielka Pętla Izerska wydawał mi się prostym połączeniem dwóch pasji: biegowej i górskiej. Dodatkowo doskonałym rozpoczęciem kilkudniowego pobytu w Szklarskiej Porębie (nominalnie urlopowego, faktycznie treningowego). Podobnie jak w przypadku biegu po plaży mogłem sobie tylko wyobrażać jak się biegnie górski półmaraton. Wiedziałem że będzie...ciężko (tym razem nie mogłem jednak zapytać Prezesa). I tak było od 1 kilometra. Mocny podbieg zaraz po starcie, dalej 3 kilometry w górę, najpierw drogą asfaltową, później kostką i kamienistym szlakiem, który skręcił do lasu. Później dla odmiany w górę. Teraz przede mną proste wyzwania: zacząć jakoś w końcu oddychać, próbować nadać biegowi rytm i logicznie sobie uzasadnić sens wbiegania paru kilometrów, skoro zaraz trzeba je zbiegać, i tak w kółko.

Mijam nieczynny zakład obróbki kamienia, a ponieważ wybiegam z lasu i jestem coraz wyżej, więc widoki zaczynają powoli wynagradzać włożony wysiłek. Z profilu trasy wynikało, że najwyższy punkt będzie około 14. kilometra. Trzymam się tej myśli pokonując kolejne odcinki (kto jak kto, ale organizatorzy nie mogli się chyba pomylić). Wreszcie widać nieczynną kopalnię kwarcu, punkt odżywczy i niebo – 14 kilometr.

I właściwie można rozpocząć zbieganie. Teraz z dużą uwagą, bo tempo rośnie (no wreszcie), ale kamienisty szlak prowadzący w dół do mety, grozi upadkiem. Nie upadłem i w stanie dosyć stabilnym, pokonując ostatnie metry półmaratonu tartanową bieżnią miejskiego stadionu, znalazłem się na mecie.

Kiedy minęło pierwsze zmęczenie pomyślałem, że było warto wystartować „w takich okolicznościach przyrody”, ale warto było również pobiec dla Zoi – rocznej dziewczynki z genetyczną chorobą (zespołem Aperta). Fundacja PKO BP zobowiązała się do przekazania 20000 złotych na jej operację, jeśli pobiegnie dla niej przynajmniej 40 biegaczy.

Rafał

Grupa Biegowa "Sieradz biega"

Opublikowano w: