Nocny Rajd na Orientację Bike Orient Prolog już za nami

strona zawodów
fotorelacja
Od rana padał deszcz, zapowiadało się niezłe błoto, nawet miałem takie pomysły, żeby na maraton nie pojechać. Ledwo zdążyłem na start bo rower nie był gotowy a nie było mnie w domu od wczesnego rana. Montaż oświetlenia, mapnika, licznika, regulacje przerzutek, kombinacje ze sztycą (jak zwykle)... Ufff jakoś się wyrobiłem. Wsiadam i gnam na start... co już mnie trochę zmęczyło. Zamieniam parę słów z Kosmą i Darkiem, rejestruję się szybko, krótki komentarz od organizatorów, rozdanie map i można ruszać. Pojadę sobie na luzaka, przecież formę muszę zbudować od zera. Nie nastawiałem się zatem na wynik tyko jechałem jak się uda.

PK13... na skróty przez las czy dużo dalej ale asfaltem? Decyduję się asekuracyjne na asfalt, na początek nie będę się w błocie babrał i tracił czasu na błądzenie - pomyślałem. Do punktu docieram sprawnie, na punkcie kilka osób więc sprawnie odnajduję lampion.

PK11 Chwila zawahania czy ta licha ścieżynka rzeczywiście prowadzi do punktu, prowadziła.

PK14 Zjeżdżam z asfaltu w jak mi się wydaje właściwą ścieżynkę jednak wracam, pomyślałem, że przecież w takim bagnie Orgi by trasy nie wyznaczali... szukam z uporem innej drogi. Na próżno jednak, wszystkie są podobnie "utopione", to była jednak tamta.

PK6 Tracę tu sporo czasu Drogi leśne totalnie zalane, nie da się jechać, ba, nie da się przenieść roweru nie włażąc do wody/błota. Dodatkowo wylądowałem na innej drodze niż myślałem, długo szukałem punktu w totalnym błocku zanim się połapałem, że to nie może być tu. Kompas by ułatwił sprawę.. tylko, że go nie wziąłem :) Zresztą tak samo jak i linijki a licznik skutecznie był przesłonięty mapnikiem. Gdy trafiam na właściwą drogę... okazuje się, że to piękny szuter a ja się tam babrałem w błocie do kostek. Punktu jednak nadal nie mogę znaleźć bo... coś mi się popierniczyło z opisem, szukałem uporczywie skrzyżowania dróg, podczas gdy punkt był opisany jako paśnik... grrr. W końcu jednak się udało.

PK16 Bez trudu odnajduję skrzyżowanie przy torach.

PK 8 Znowu sporo wody, ale bez przesady tym razem. Łatwy.

PK12. Docieram w okolice punktu dość szybko, jednak punkt zdobywam długo ze względu na błoto. Ścieżka, którą planowałem jechać nie zachęca nawet do przenoszenia roweru, wybieram inną, trochę na około, nie wiele lepiej ale da się jechać.

PK7 Trochę zawahania na rozwidleniu, które było trochę mylące ale do punktu docieram dość sprawnie.

PK 10 Zmęczony już jestem, a to przecież króciutki maraton! To tylko potwierdza jak bardzo się zaniedbałem, i że forma jest do odbudowania praktycznie od zera. Punkt nie sprawił kłopotu. Trochę zamieszania na wyjeździe z niego, wpakowałem się w uliczkę, która zaprowadziła mnie do gospodarstwa.

PK 15 Nie wiedzieć czemu z punktu wracałem dziwnym bardzo błotnistym wariantem... za gapowe się płaci.

PK 9 Punkt łatwy, spotykam tu Wikiego, nie czekam jednak nie niego i jadę do mety. Okazuje się, że jestem pierwszy, za kilka sekund nadjechał Wiki. Jestem zmęczony, nie chce mi się już jechać, biorę jednak mapkę i razem z Wikim ruszamy na odcinek specjalny.

Odcinek specjalny. Trasa wyrysowana na mapie, jednak punkty nie są zaznaczone, wiadomo, że jest ich 5. Las Wiączyński to chyba najbardziej podmokły teren w okolicy, mapa do biegu na orientację, oj będzie sporo noszenia roweru. I tak jest. Duże nierówności, krzaki, woda, błoto. Przez cały maraton nie zaliczyłem gleby a na OSie zaliczyłem dwie, połamałem też mapnik, na domiar złego padły akumulatory w oświetleniu. Znaleźliśmy 1 punkt i wróciliśmy na metę, bo czas nas poganiał.

Trasa była świetna, gratulacje dla organizatorów. Pomimo, że czasem jeździłem po tych terenach wcześniej to na maratonie czułem, że jestem w obcym mi rejonie. Zaskakująco dużo odcinków terenowych jak na okolice Łodzi.

Razem z Wikim zająłem pierwsze miejsce (co zresztą trochę mnie zaskoczyło).


autor: Tomek Zadworny