Biegiem przez Czarnogórę.

526 Ubiegłoroczne wakacje spędziłem w Czarnogórze(Montenegro) w państwie, które pozostaje w cieniu obleganej przez turystów Chorwacji. Czarnogóra zachwyca wspaniałymi krajobrazami (kaniony, klify, fiordy, skaliste góry, gaje oliwne, winnice, jeziora - w tym Jezioro Szkoderskie!) oraz kulturą. Takiej mieszanki wpływów  rzymskich, serbskich , weneckich, tureckich, jugosłowiańskich  i jeszcze innych trudno szukać w innej części Europy. Czarnogóra posiada dwa oblicza. Z jednej strony przyciągające turystów wybrzeże Adriatyku, gdzie  znajdziemy pełne zabytków miasta (takie jak Kotor, czy Budwa), z drugiej zaś górzyste wnętrze,  o zupełnie innym  charakterze. Naszą podróż  zaczęliśmy od  Boki  Kotorskiej – jedynego fiordu  nad Adriatykiem. Tworzy go pięć mniejszych zatok, a wśród nich Risanski zaliv, nad którą leżała Risan (3,5 tys. mieszkańców), najbardziej na północ wysunięte  miasto Boki Kotorskiej, a także najstarsza jej osada. Niegdyś było ono najbogatszym miastem  na całym wybrzeżu Adriatyckim. Założone w 288 r. p.n.e.  stanowiło stolicę dawnego państwa Ilirijów przeniesione przez Królową Teutę ze Szkodry. Po jej śmierci Rzymianie przejęli Risan.
Zatrzymaliśmy się u Grzegorza, rodowitego krakowianina (www.risan-czarnogora.com.pl), który  wynajmował turystom duży apartament. Nasz gospodarz doskonale znał tutejszy język i panujące obyczaje, nie mówiąc o trunkach i regionalnych potrawach.
Do Czarnogóry przyjechaliśmy w początku września kiedy  kończył się tutaj sezon turystyczny, jednak dobra, słoneczna pogoda nie ustępowała  jeszcze deszczom.
Wyjazd stanowił dla mnie nie tylko upragniony wypoczynek, ale także  możliwość   trenowania do maratonu. Kilka razy w tygodniu wstawałem o świcie i wybierałem się na trening. Przy okazji  zwiedzałem okolicę. Późniejsze godziny nie wchodziły w rachubę, ponieważ szybko robiło się gorąco i duszno.
Podczas pierwszej  wycieczki   dotarłem  do centrum Risanu. Zbiegałem  po dość stromej ,starej tureckiej drodze zbudowanej ze śliskiej kostki. Po obu stronach drogi dostrzegałem  zniszczone kamieniczki, niektóre noszące jeszcze znamię trzęsienia ziemi, które nawiedziło Czarnogórę (wtedy jeszcze Jugosławię) w 1979 r. Po kilkudziesięciu metrach wbiegłem na plac, w którym w każdą niedzielę z samego rana  kupcy rozkładali  stragany z miejscowymi specjałami. Wszystkiego można  było spróbować i  powąchać.  Sprzedawcy nie byli  nachalni i chętnie się targowali.  Wystawiali  oliwę, sery, rakiję domowej roboty, ryby, owoce, warzywa, a także i sprzęt elektroniczny,  a w okresie turystycznym pamiątki. Skręcając w lewo dotarłem do cerkwi św. Piotra i Pawła z początku XVII w. To jej wieżę na tle zatoki widziałem  każdego ranka  przez okno. Cerkiew sąsiadowała  ze skwerkiem  na którym pozostawiono  pomniki "poległych za wolność i socjalizm”. W  gorące popołudnie można było  usiąść i odetchnąć w cieniu drzew (popijając miejscowe, zimne piwo Nikśićko – polecam). 50 metrów dalej napotykaliśmy  pozostałości z czasów rzymskich - dobrze zachowane mozaiki z początku drugiego stulecia n.e. Najciekawsze przedstawiały  między innymi rzymskiego boga Hypnosa, greckiego boga snu. Kilkuminutowy bieg zakończył moje zwiedzanie dolnej części Risanu. Jednak  spragniony biegania po podróży, postanowiłem podbiec dość stromą uliczką w górną część miasta, gdzie znajdowały  się pojedyncze domki mieszkańców.
Wyczerpujący podbieg zaowocował kolejnymi atrakcjami.  Spotkałem tu dom ogrodzonydrutem  kolczastym i... łuskami  pocisków. Garaż natomiast zrobiony był z metalowych skrzynek po nabojach. Znów natrafiłem na zamkniętą i zniszczoną cerkiew. W drodze powrotnej musiałem ominąć  stado  kóz, które widząc zaciekawionego gapia postanowiły uatrakcyjnić mu poranny trening. Co  chwila wskakiwały na drzewa bądź prowadziły utarczki pomiędzy sobą.
Po pierwszym treningu byłem mocno zmęczony, ale i zadowolony. Kolejny cel jaki sobie wyznaczyłem  stanowiło miasteczko   Perast, położone ok 2-3 km od Risan.
Perast jest małym miasteczkiem, w który  mieszka blisko 350 mieszkańców. Przez Perast  prowadzi  tylko jedna wąska uliczka , dostępna wyłącznie dla mieszkańców. Turyści muszą zaparkować samochody na parkingu przed wjazdem do miasta tuż przy brzegu zatoki. Pozostałe uliczki przyjęły w Peraście formę schodków. Mimo. że Perast jest niewielką miejscowością, i niewiele się w nim dzieje, to znajduje się tutaj kilka miejsc chętnie odwiedzanych przez turystów. Jednym z nich jest Muzeum Miejskie, usytuowane na skraju miasteczka w barokowym pałacu Bujevića z 1649 r. Ekspozycja muzeum poświęcona jest tematyce marynistycznej, która obejmuje liczne obrazy, mapy i miniatury statków. Ciekawym zabytkiem i niewątpliwą atrakcją jest Kościół św. Mikołaja z XV w. z interesującym skarbcem z przedmiotami liturgicznymi i wyrobami złotniczymi. Przed kościołem usytuowane są popiersia wybitnych mieszkańców Perastu. W górnej części  miasta znajdują się ruiny barokowego pałacu Zmajeviców oraz kościół Matki Boskiej Różańcowej z ośmiokątną dzwonnicą z 1678 r. 
Droga do Perastu nie należała do najprzyjemniejszych. Musiałem zachować szczególną ostrożność  ze względu  na brak  chodnika i konieczność  biegu poboczem drogi, która barierki zabezpieczające przed skarpą  miała tylko na zakrętach. Kierowcy, dla których ostrożna jazda to jeden wielki znak zapytania niejednokrotnie kierowali w moją stronę sygnały klaksonów. Kiedy słyszałem nadjeżdżające samochody zmuszony byłem zeskakiwać na pobocze...  w wyniku czego  poniosłem stratę i podarłem  koszulkę. Dodatkowym utrudnieniem był spory podbieg, który poprzedzał Perast. Jednak wszelkie trudy wynagradzał widok zatoki i dwóch bardzo malowniczych wysepek położonych naprzeciw Perastu: sveti Djordje (św. Jerzy) i Gospa od Śkrpjela (Matka Boska na Skale). Pierwsza wyspa charakteryzowała się wysokimi cyprysami. Godne uwagi  były ruiny otoczonego murem klasztoru Benedyktynów oraz cmentarz, na którym spoczywali miejscowi kapitanowie. Niestety na teren klasztoru turyści nie mieli wstępu. Większą popularnością cieszyła się druga, sztucznie utworzona wyspa. Z jej powstaniem wiązała  się legenda, która głosiła, iż w miejscu, w którym obecnie  znajdowała się wyspa, wystawała  kiedyś skała, na której znaleziono obraz Madonny. Obraz trzykrotnie  przenoszono do kościoła św. Mikołaja w Peraście, ale ten za każdym razem w tajemniczych okolicznościach wracał na rafę. W końcu, w miejscu  gdzie został znaleziony, mieszkańcy Perastu zaczęli wysypywać głazy i zatapiać zdobyte okręty nieprzyjaciół. W ten sposób powstała mała wysepka, na której w 1630 r. wzniesiono kościół Matki Boskiej na Skale. W kościółku znajdował  się  marmurowy ołtarz dłuta Antonia Kapelano z Genui. Złożono tam również datowany na połowę XV w. cudowny obraz Madonny. W przykościelnym muzeum zebrano wiele przedmiotów użytkowych z Perastu i okolic.
Czarnogóra skrywa o wiele więcej urokliwych miejsc, które przypadłyby do gustu nawet najwybredniejszym biegaczom. Znajdą się tutaj zarówno wymagające, długie podbiegi jak i spokojne, równe trasy. Podkreślić tylko należy, że bieg wzdłuż trasy  wymaga zachowania wzmożonej ostrożności. Kierowcy jeżdżą szybko i mało ostrożnie.
30-go października 2011 r. w Montenegro organizowany jest maraton, który przebiega ulicami jego stolicy – Podgoricy (http://www.maraton.co.me). Co ciekawe i dość rzadko spotykane wśród organizowanych imprez biegowych na tym dystansie, zawodnicy startujący w maratonie są zwolnieni z opłaty, natomiast półmaratończycy wnoszą opłatę w wysokości 10€. Mam nadzieję, że nic nie pokrzyżuje moich planów i odwiedzę  Czarnogórę  po raz kolejny - tym razem, aby pobiec z Szakalami w maratonie.


527

528

529

530

Autor: Szymon Drab Szakale Bałut Łódź
Przy pisaniu artykułu wykorzystano: Przewodnik. Czarnogóra - Fiord na Adriatyku. Draginja Nadażin, Maciej Niedźwiecki, Kraków 2010.

Opublikowano w: