Łódzki Maraton - przemyślenia z analizy trasy

W dniu 12. 04. 2016 w Truchcie, przez godzinę z kwadransem Bartek Sobecki bardzo interesująco opowiadał o trasie łódzkiego maratonu, z którą natenczas opłaconych 2017 zawodników zmierzy się już w bieżącą niedzielę. Byłam na spotkaniu. Z ciekawością wysłuchałam wykładu. Problem mam taki, że nie ma mnie akurat w ten weekend na mieście. Ale rady dobrej cioci jak zwykle mam. Więc, dla chętnych trochę przemyśleń.
Start
jest w innym miejscu, niż był dotychczas. Bieg nie startuje przy Fali tylko bezpośrednio spod Hali. Bartek uczulał na tę zmianę w swojej wypowiedzi. Dodatkowo maratończycy biegną na wschód, a dyszka na zachód. Są mapki i trzeba się zapoznać.
Kibice
Tegoroczna trasa jest rewelacyjna do kibicowania. Przygotowałam taki skrótowy poradnik kibica-włóczęgi. Przedstawiam w punktach i na grafice.

4308
1. Docieramy z naszym maratończykiem do Areny. Półgodziny przed startem dajemy mu kopa w dupę i zostawiamy w okolicy przynależnej mu strefy czasowej.
2. Dziarskim marszem ulicą Kopernika lub Curie-Skłodowskiej udajemy się na róg Kościuszki i Struga. Jak dojdziemy to nasz maratończyk powinien po chwili tam dobiec. Hurra, hurra.
3. Teraz przemieszczamy się ok 200m ul. Struga do ul Piotrkowskiej- stajemy na rogu, albo nawet cofamy się trochę w kierunku do placu Wolności – tak do Misia Uszatka. Mija kilkadziesiąt minut i znów pstrykamy fotkę naszemu maratończykowi jak skręca z Pietryny w Tuwima. Koleś(żanka) jest na 10km – jeszcze świeży. Krzyczymy – hurra, hurra.
4. Teraz zachodnią stroną ul. Piotrkowskiej spacerkiem udajemy się w kierunku południowym. Zatrzymujemy się przy Kufrze Rejmonta. Rozglądamy się w prawo i lewo. Podziwiamy XIX wieczną zabudowę ulicy – nadbiega nasz maratończyk. Przebiegł dopiero 14 km – jeszcze powinien uśmiechać się do aparatu.
5. Maratończyk skręca w Piłsudzkiego, a my dalej spacerkiem idziemy Pietryną w stronę Placu Rejmonta. Mijamy największą wiatę przystankową na świecie, najlepiej zaopatrzony za komuny dom towarowy w kraju, monumentalne osiedle mieszkaniowe w stanie upadłości i zatrzymujemy się przy ulicy Radwańskiej. Nie przechodzimy na drugą stronę. Na wysokości Hotelu czekamy na swojego maratończyka, który Radwańską nadbiegnie od wschodu. Albo nie - lepiej z Piotrkowskiej skręcić w Radwańską na wschód, wyjść trochę naprzeciw – tu jest więcej miejsca do kibicowania. Jest nasz maratończyk – przebiegł 18,5 kilometra. Hurra, hurra. Potem Radwańską idziemy (północną stroną ulicy) na róg Wólczańskiej – tam będzie czynna cukiernia z dobrymi ciastkami. Jest nasz maratończyk – w tym miejscu już pełnoprawny półmaratończyk. Hurra, hurra.
6. Możemy ulokować się pod Szpitalem, albo pod Sukcesją. Jest maratończyk – hurra, hurra. Robimy siku w cywilizowanych warunkach w Sukcesji, pijemy kawę i na siagę przez Park Poniatowskiego wracamy pod Arenę.
7. Tam jeszcze raz kibicujemy naszemu maratończykowi w momencie jak skręca z Bandurskiego w Krzemieniecką. Biegacz będzie miał już 34km w nogach, więc może już nie reagować na nasze hurra, hurra.
Jeszcze parę kwadransów i ściskamy swojego bohatera na mecie. Trasa kibicowania to jakieś 7-8 kilometrów. Atrakcyjna i niewymagająca. Tylko raz na ul. Kościuszki przecina się z trasą biegaczy. Można zaprosić rodzinę, przyjaciół. Im więcej kibiców na trasie – zwłaszcza na jej początku – tym milej, przyjemniej i bardziej światowo.
Jak ja bym biegła, gdybym biegła.
Na start doszłabym piechotą – bo mam blisko. Taktyka na trasę. Trasa w tym roku jest najszybsza z dotychczasowych edycji maratonu i pogoda ma być znośna. Pewnie za szybko pobiegłabym pierwsze cztery kilometry do Pałacu Poznańskiego, niesiona tempem tłumu i trasą w tym momencie z górki. Potem psioczyłabym na odcinek dookoła Śledzia, Smugową, Źródłową i Północną – nie lubię tam biegać, ze względu na historię tego miejsca. Tak jakoś  nie wypada mi tam biegiem. Potem mój ulubiony punkt na biegach łódzkich – rzygniem se do dętki. Piotrkowska i zawijasy – mniej więcej równe dwukilometrowe odcinki, osłonięte i łatwe do kontroli tempa. 25 kilometr – pod mostem al.Jana Pawła. W moim przypadku to już byłby koniec taktyki i równo trzy godziny na zegarku. Dalej - to droga przez mękę. Reta i Wyszyńskiego – nowość na maratonie, pewnie będą kibice z osiedla. Końcówka na oparach, na Zdrowiu, ziemia się jeszcze nie nagrzała po zimie – więc nawet przy niesprzyjającej temperaturze będzie chłodniej. Naprawdę trasa marzenie. Jestem pewna że skończyłoby się to wszystko życiówką – no ale – nie ma mnie w mieście w tym czasie.
Bohaterowie:
Pewnie Ci co zapracują na bilet do Rio.
Dla mnie prywatnym bohaterem tej edycji maratonu jest Iwonka Knypl. Determinacja Iwony w urzeczywistnieniu swojego maratońskiego marzenia była ogromna. Praca na treningach iście maratońska. Postawa koleżeńska. Z całego serca życzę Iwonie ukończenia dystansu i kibicuję w wytrwałości na ostatnich kilometrach.
Drugi prywatny bohater to bohater zbiorowy - chłopaki na 2.55 – ach te nasze łódzkie chłopaki – jesteśta boskie.
Co tam - wszystkie maratończyki jesteśta boskie. Wasze zdrowie – pifkiem karmi. I podwójne kluchy w intencji Waszych życiówek, też z podwójną przyjemnością - dziś na obiad spałaszuję.
Powodzenia.