Accenture Rwanda Marathon Expedition 2013 - list 2

1869 Dobiega końca nasz drugi dzień w Kigali, jutro maraton. Stolica Rwandy nas nie zachwyciła, choć zaskoczyła. Znacznie bliżej jej do Warszawy lub Siedlec, niż do Kampali lub Nairobi. W centrum błyszczą biurowce, a na przedmieściach rozrastają się developerskie willowe osiedla. Ruch drogowy w miarę spokojny, nawet pieszych się tu przepuszcza. Naszym środkiem transportu stały się moto-taxi, bierzemy cztery motocykle, wskakujemy na siodełka i mkniemy przez miasto, przy czym kierujący są w stanie wywołać u nas znaczną dawkę emocji.

W Kigali obowiązkowym punktem było Mauzoleum Ludobójstwa. Nie zrobiło większego wrażenia, może dlatego, że odpuściliśmy część muzealną, do której wstęp kosztował „jedyne” 25$. Za to dziś zwiedziliśmy mauzoleum w miasteczku Nyamata. Tam tłum Tutsi szukał schronienia w kościele, napastnicy nikogo jednak nie oszczędzili. Na miejscu masakry naliczono około 2.000 ciał. Dziś na kościelnych ławkach leżą stosy ubrań należących do ofiar, brązowe od zaschniętej krwi. Dach świątyni jest podziurawiony kulami, a w katakumbach piętrzą się stosy czaszek. Wiele z nich popękanych, wręcz rozłupanych. Dopiero w Nyamata poczuliśmy grozę i bezsens wydarzeń sprzed dziewiętnastu lat. Gdy potem szliśmy drogą przez miasteczko, patrząc na miejscowych w średnim wieku nie mogliśmy uniknąć pytań: co wtedy robił? Jeśli ocalał, to może...

Dziś kontakt z miejscowymi kontrastuje z tym, co wiemy o minionych latach. W Nyamata wszyscy są mili, uśmiechnięci, dochodzą się do nas przywitać, pozdrowić. Ale gdzieś tli się w nas dziwny niepokój.

W Nyamata w jakiejś absolutnie lokalnej jadłodajni zaliczyliśmy całkiem dobry obiadek. Za 1000 franków (czyli 5 zł.) szwedzki stół – pieczone ziemniaczki, fasola i inne specjały. Później zakupy na lokalnym targu, a dzięki nim wieczorem smakowita owocowa kolacja, z dodatkiem polskich kabanosów.

Jutro przedmaratońska wczesna pobudka. Start już o 7.45, by było chłodniej. Numery odebraliśmy wczoraj. Biuro zawodów, start i meta zlokalizowano na stadionie, więc czeka nas finisz na bieżni, oby przed limitem czasu. Bieg organizuje stowarzyszenie z Luksemburga, całkiem mili ludzie, zdziwieni, że pojawił się ktoś z Polski. Pakiety startowe nieco ubogie, tylko numer i koszulka. Za to każdy przeszedł badanie lekarskie, a lokalny znachor zapisywał na naszych formularzach tajemnicze liczby.

Galeria zdjęć

źródło: www.szakalebalut.pl

 

Opublikowano w: