Lajtowe Wycieczki Rowerowe - wycieczka 2

3751 Dnia 23 sierpnia bieżącego roku, o godzinie 9.00 z Placu Wolności, dokładnie z pod samego Pomnika Kościuszki, czy jak kto woli dokładnie z nad Dętki wystartowała druga z nowej serii, organizowana przez łódzki MOSiR Lajtowa Wycieczka Rowerowa. Udział w wycieczce był bezpłatny, wymagane było tylko wpisanie nie na listę uczestników i podpisanie zwyczajowego oświadczenia, oraz posiadanie sprawnego i przepisowo wyposażonego roweru. Wycieczka miała zgodny z nazewnictwem charakter lajtowy. Tempo jazdy oczywiście w granicach rozsądku było przystosowane do najsłabszego ogniwa (to ja). Całość trasy poprowadzona była drogami asfaltowymi, dedeerami, drogami szutrowymi i leśnymi duktami znajdującymi się w granicach administracyjnych Miasta Łodzi. Pilotem wycieczki oraz osobą zamykającą byli doświadczeni instruktorzy MOSiR-u. Na trasie zaplanowane były dwa postoje tzw. tematyczne oraz jeden regeneracyjny. Wycieczka trwała ok. pięciu godzin, w trakcie których uczestnicy przejechali trasę o długości ok. trzydziestu kilometrów.
Wycieczka odbywała się w północnych rejonach miasta, w szczególności obejmowała tereny tzw. Starego Miasta, Marysina, Radogoszczy oraz Lasu Łagiewnickiego i Arturówka.
Postoje tematyczne( prawdę mówiąc mało lajtowe) zaplanowane zostały na stacji Radegast oraz w byłym hitlerowskim więzieniu na Radogoszczu. W obu tych miejscach czekali na nas przewodnicy.
Możliwość zwiedzenia tych miejsc z tzw. „oprowadzaniem” to był właściwy powód, dla którego wzięłam udział w tej wycieczce. Wstyd się przyznać na Radegaście nigdy nie byłam, a muzeum na Radogoszczu odwiedziłam raz tylko w życiu, z wycieczką szkolną, zimą 1977 roku.
Należę do pokolenia, które w okresie wczesnoszkolnym na zajęciach plastycznych rysowało bombę N, następnie trzeba było tę bombę przekreślić i napisać napis „NIE dla bomby N”. Straszono nas Hitlerem, który w masowych egzekucjach rozstrzeliwał Polaków albo Polaków posyłał do obozów koncentracyjnych. Np. do obozu na Radogoszczu. Bo uczyli mnie, że ruiny na Radogoszczu, to ruiny obozu koncentracyjnego i były nawet tego „dowody”. Podczas wycieczki szkolnej w 1977, byłam chyba w drugiej klasie, nasza Pani, przed stworzoną kopią komory gazowej, wydała polecenie: - a teraz dzieci sprawdzimy ile się was zmieści do komory gazowej. W betonowym boksie zmieściły się trzy klasy. Horror.
Obecnie ekspozycja w „Muzeum Na Radogoszczu” podzielona jest na dwie sale. W jednej jest wystawa związana z historią mieszczącego się tu w okresie okupacji hitlerowskiego więzienia. W drugiej sali eksponowane są pamiątki z czasów wojny – mundury, odznaczenia, kenkarty. Na terenach na halą dawnej tkalni ulokowana jest wystawa atrap dział bojowych, które wykorzystywane były w polskich filmach o tematyce wojennej. Udostępniona jest również do zwiedzania odrestaurowana klatka schodowa spalonej przez Niemców w dniu 17 stycznia 1945zamienionej na więzienne cele przędzalni. Podczas tej masakry w płomieniach zginęło około 1500 więźniów. Więzienie na Radogoszczu nie było więzieniem politycznym ani obozem pracy przymusowej, przebywali tu osadzeni za złamanie niemieckiego prawa okupacyjnego np. handel z gettem, nielegalne przekraczanie pobliskiej granicy czy szmugiel żywności do miasta. Wiem dzięki tej wycieczce.
Drugi, a właściwie pierwszy mało lajtowy postój był na Stacji Radegast. Wstyd mi jest, że nigdy wcześniej tu nie byłam. Jest to obiekt wysokiej klasy muzealnej, z czytelnie przedstawioną ekspozycją bez fajerwerków w postaci głosów za ściany, czy zbędnej w takich przypadkach elektroniki. Nie jest to monumentalne, naszpikowane symboliką muzeum Polin, a zwykły niewielki parterowy budynek stacyjny w konstrukcji mieszanej, z którego przeszło siedemdziesiąt lat temu odjechało sto pięćdziesiąt tysięcy Żydów.
Pozycja obowiązkowa. Zwiedzanie ekspozycji i tunelu zajmuje około godziny. Potem, warto udać się pieszo, czy rowerem, tak jak my to uczyniliśmy na długą przejażdżkę po Lesie Łagiewnickim, by sobie to wszystko przemyśleć.
Ta wycieczka nie była łatwa, ale naprawdę warto było się na nią wybrać.
Poprzednia – lipcowa – wycieczka, na której też byłam stanowiła objazd łódzkich stadionów. Rozpoczynała się od oprowadzenia po nowym Stadionie Miejskim. Grupa z MOSiR-u, była pierwszą grupą, która zwiedzała obiekt, po oddaniu go w użytkowanie. Było ciekawie.
Kolejne wycieczki, a planowana jest jeszcze wycieczka wrześniowa i październikowa zapowiadają się również atrakcyjnie. Organizator uchylił rąbka tajemnicy, że będę to wycieczki „liniowe” tzn., że długość atrakcji będzie dużo większa od jej szerokości. Do miejsc z ograniczonym dostępem. To parowozownia na Olechowie, oraz coś, co już znamy z wiosennych nocnych harców, położone na drugim krańcu miasta. Super gdyby się te plany udało zrealizować.
W sensie fizycznym, wycieczki nie są trudne. W sensie poznawczym bardzo starannie przygotowane.
Polecam śledzenie strony MOSiR-u na Facebooku. Tam będą informacje o następnych wycieczkach. Nie samym bieganiem człowiek żyje.