Akademia Maratonu: Moje wspomnienia po maratonie ...

902 Rozpoczęłam bieg ogromnie zdenerwowana, zastanawiałam się czy nie zawodzę decydując się na bieg z grupą na 4:30, czy nie powinnam spróbować szybciej. Strach przed kontuzją i wizja, że w ogóle nie uda mi się dobiec – zwyciężył, zdążyłam jeszcze na starcie krzyknąć do koleżanki – „wymyśl, co powiemy uczniom jak nie dobiegnę!”. Przecież kibicowali na 8 i 33 km, a ja wiedziałam, że do tego miejsca muszę dobiec. Prowadzący naszą grupę – Iza i Tomek okazali się profesjonalistami, żartem, radą i pomocą wspierali nas w każdej chwili, już po 10 km nie miałam wątpliwości, że z nimi dobiegnę do mety. Dorota na samym początku poinformowała naszych pacemakerów, że będę rwała do przodu i skutecznie trzymali mnie w ryzach. Bardzo cieszę się, że postanowiłyśmy przebiec nasz pierwszy maraton wspólnie. Wspierałyśmy się nawzajem, a nas skutecznie wspierali członkowie naszych rodzin. Ani przez moment nie odczuwałam znudzenia. Na 34 km wyrwałam do przodu. Byłam szczęśliwa, i chciało i się krzyczeć do wszystkich kibiców, że ich kocham, a świat jest piękny. No, może nie zawsze był piękny, ale ja go tak postrzegałam. Sytuacja zmieniła się diametralnie po 38 kilometrze. Chwilę wcześniej „zwolniłam” swoją rowerową obstawę i powiedziałam mężowi, że może już jechać i czekać na mnie na mecie. Po nawrotce na Maratońskiej okazało się, że dopadł mnie silny deszcz, wiatr i trasa pod górkę, a ostatecznie kryzys. Przed oczami stanęły mi żmudne ćwiczenia z Robertem i z trudem dobiegłam do 39 km - byłam bliska zatrzymania się, gdy z naprzeciwka podbiegł Piotrek - nauczyciel i biegacz, a na rowerze podjechał Bartek. Nie wiem za bardzo co do mnie mówili, wiem, że byłam na nich wściekła, że nie pozwalają mi się zatrzymać. Cały czas żałowałam, że nie ma koło mnie mojego Mirka - myślałam „On pozwoliłby mi przystanąć”. Przede mną widziałam Dorotę w podobnej obstawie – wiedziałam, że muszę za nią nadążyć. Gdy pozostał zbieg do hali usłyszałam od Bartka, że pozostało mi tylko wyprzedzić 6,7 osób i meta – nie wiem skąd wzięłam siły, ale wykonałam plan i wbiegając do Areny nie słyszałam nikogo i nie widziałam nic poza Dorotą przede mną i zegarem - 4:28:30 Rzuciłyśmy się sobie w ramiona i byłyśmy w euforii. 

Minął dzień, a ja jeszcze nie mogę uwierzyć, że zdołałam przebiec 42 km. Było to niezapomniane przeżycie, a emocje nie pozwoliły mi ani nic zjeść, ani zmrużyć oka – analizowałam tygodnie przygotowań, każdy przebyty kilometr, każdy zakręt, a nawet minutę biegu. Rano wstałam niewyspana, ale nadal szczęśliwa. Obejrzałam straty: nie było źle – jeden mały pęcherz na stopie, a zakwasy? prawie żadne, po treningach bywały większe. W pracy przywitano mnie ogromnym, przepięknym bukietem i dopiero dotarło do mnie, że mój udział w maratonie był wydarzeniem nie tylko dla rodziny, ale również dla wszystkich znajomych i uczniów. Otrzymałam całe mnóstwo smsów i gratulacji. Dowiedziałam się, że 6-letni synek mojej znajomej terroryzował rodzinę kibicowaniem, pożyczyłam mu swój medal, a on zabrał go do przedszkola, a potem do dentysty. Wiele osób zadeklarowało swój udział w przyszłorocznej imprezie, są też tacy, którzy już zaczęli codzienną, własną przygodę z bieganiem. Moi uczniowie mówią, że są ze mnie dumni, pytają mnie jak to zrobiłam – a ja odpowiadam:  każdy z Was dzięki wytrwałości, silnej woli, pracy i przyjaciołom może spełnić swoje marzenie. 

I to właśnie dla takich chwil dawno temu postanowiłam zostać nauczycielem.

Pozdrawiam

Agnieszka Błażejczyk

Biegampolodzi.pl TEAM

Opublikowano w:

Odpowiedzi

Portret użytkownika Gość

Oprócz tego że zrealizowałaś

Oprócz tego że zrealizowałaś swój cel dałaś też mnóstwo radości dzieciakom , które z przejęciem kibicowały Ci na trasie . Gratuluje i dziękuje . Sebuś Seraficki
Portret użytkownika robin

Dwa ostatnie zdania Twojej

Dwa ostatnie zdania Twojej relacji - rewelacja! Jedni biegają dla życiówek, inni, aby pokazać "ciekawą drogę rozwoju" dzieciakom. Mam nadzieję, że pewnego dnia też będę mógł się pochwalić kilkoma "duszyczkami" pozyskanymi na łono sportu. :) Ogromne gratulacje! Zdajesz sobie sprawę, że bieganie maratonów to taka choroba, na którą nikt nie znalazł lekarstwa? ;))) Pozdrawiam, Robin
Portret użytkownika Gość

Łódź

Miło się czyta dobre wspomnienia. Faktycznie na 39 km skojarzyłem, że kolega który dalej Cie ciągnie to ten sam, co skończył "dychę" w trzydzieści parę minut. Ciesze się, że wszyscy dotarliśmy szczęśliwi do celu. Pozdrawiam Tomek Peacemaker ;)
Portret użytkownika Gość

PODZIĘKOWANIA

Super, że się odezwałeś, miałyśmy ogromne wyrzuty sumienia, że w euforii na mecie nie zdążyłyśmy Was uściskać i podziękować, a tak została nam jeszcze Iza ( mamy też trochę Waszych zdjęć ) Pozdrowienia - Agnieszka
Portret użytkownika Gość

Gratulacje

Nie miałem możliwości osobiście, więc chociaż tutaj. Agnieszko, super napisane. Fajna przygoda. Do szybkiego pobiegania razem. Marek Miller
Portret użytkownika Gość

Emocje amatora

Czytając Wasze relacje coraz bardziej się utwierdzam, że tylko sport w wydaniu amatorskim może przynosić tyle wzruszenia i emocji. Zycie sportowca amatora to połączenie kilku dyscyplin: rodzina, praca, sport. Myślę, że niejeden zawodowiec nie wytrzymałby podobnych przygotowań gdyby musiał dzielić pasję do ruchu z zarabianiem na życie i opieką nad rodziną. Tak więc Agnieszko, Doroto, Jacku i Marku gratuluję Wam jeszcze raz podjęcia tego wyzwania. Robert Nowicki
Portret użytkownika Gość

super !!!

Agnieszko BRAWO !!! Dziś będzie szansa uścisnąć Twoją dłoń i pogratulować Ci osobiście. Super motywacja i świetna ekipa sportowa ! TYLKO POZAZDROŚCIĆ !!! Podczas treningów w ramach Akademii widzieliśmy, że byłaś zmotywowana więc nawet nie myślałem, że będzie Ci ciężko i tym podobne.... Twoja relacja przekonuje nas, że nadchodzi moment aby złapać byka za obydwa rogi - nie tylko za pół :) Pozdrawiamy - Aga i Paweł...
Portret użytkownika Gość

Gratulacje

Pani Agnieszko, bardzo serdecznie gratuluję i podziwiam z całego serca!!! Mam nadzieję że mnie również stać będzie w niedługim czasie na taki wyczyn. Liczę na Pani wskazówki i rady jako doświadczonego - Maratończyka. Może uda się za jakiś czas pobiec razem. Póki co my z Mężem mamy za sobą kolejną "połówkę" w Wiedniu (jego to 5 "jubileuszowa" :)))) ale już widzę że temat całego maratonu coraz częściej przewija się w naszych rozmowach i coraz bardziej zaczynamy do niego dojrzewać. Kwestia treningów i wsparcia doświadczonych Koleżanek i Kolegów. Liczymy na nie:) Jeszcze raz serdecznie gratuluję i pozdrawiam!!!
Portret użytkownika Gość

Agnieszka i Paweł

Agnieszka i Paweł
Portret użytkownika Gość

Do mojej Agi - Kochanie

Do mojej Agi - Kochanie odpowiedzieliśmy w tym samym czasie i bardzo podobnie - to znak, dziś zaczynamy.......
Portret użytkownika Gość

BUZIAKI

Tak myślałam, że nasze wspomnienia będą podobne - nasze emocje widać nawet na zdjęciu Do zobaczenia
Portret użytkownika Gość

Dziękujemy!!!

Pani Agnieszko, była Pani świetna! Dziękujemy po stokroć za reprezentację naszej Fundacji podczas Maratonu "Dbam o Zdrowie". Pozdrawiamy serdecznie i prosimy o jeszcze :)
Portret użytkownika Gość

Zazdroszczę wam

Zazdroszczę Wam Dziewczyny!!! Też uważam że Życie jest piękne. PZDR Remiasz
Portret użytkownika Gość

Wzruszenie :-)

Przeczytałam Twoje wspomnienia z Maratonu z niemałym wzruszeniem, naprawdę! Biegłam w tym samym biegu, tylko na 10 km. To był mój pierwszy start w biegu masowym i wszystko to o czym pisałaś, emocje, wzruszenia i ogólna euforia na trasie towarzyszyły mi równie mocno...chociaż nieco krócej :-). Gratuluję Ci ukończenia Maratonu! I ... do zobaczenia gdzieś na trasie ;-) Kasia Wesoła :-)