3majówki biegowe

Ostatnia w tym roku łódzka majówka biegowa – na bogato. Trzy odświętne biegi. Sobota rano parkrun nr 100. Jacek Raczyński, jako pierwsza osoba w Polsce zalicza wszystkie 100 na 100 możliwych biegów, bez nawet jednego tygodnia przerwy. Na mecie dla wszystkie kończące bieg osoby,czeka wiaderko „raczków”. Szybciutko do domu, kąpiel, kawka i „jerzyki”. Rowerkiem do pracy, bo nieopatrznie tam zostawiłam numerek. Bieg Piotrkowską, co chyba wszyscy już wiedzą to nie jest mój ulubiony bieg. Ołowiane chmury kłębiące się nad startem nie były, więc dla mnie specjalnym zaskoczeniem. Na szczęście ochłodziło się. Serio, nie lubię czysto „lejautowych” masówek pod patronatem sponsora. Na imprezach takich ulokowanie reklamy jest czasem ważniejsze od ludzi, którzy biorą udział w wydarzeniu, ale Piotrkowską zaliczyć trzeba. Sam bieg ciężki był, jakiś taki zgiełk panował do 8km, w którym to na rogu Andrzeja i Kościuszki wreszcie pojawiła się muzyka, no i zaczęło się z górki. Meta porażka. Ogólnie jest zasada, że konferansjerka czeka na mecie aż do ostatniego zawodnika, a tu już konferansjer zajęty był nawoływaniem do dekoracji zawodników w kategoriach wiekowych. Oczywiście, w moim przedziale czasowym na mecie zabrakło wody. To akurat jest sprawka tych, co przybiegają szybciej i ukradkiem chwytają po dwie butelki. Na szczęście jedna przytomna wolontariuszka na piersiach ściskała butelki izotonika i przytomnie wydzielała je tylko dla tych, co właśnie przekroczyli linię mety, a nie tym, co rękę po picie wyciągają dwa razy. Dziękuję tej dziewczynie, bo z autopsji wiem jak trudna i niewdzięczna była jej rola. Pewnie, co chwilę ktoś podchodził i mówił - ja jeszcze nie dostałem, albo jeszcze perfidniej – potrzebuję dla dziecka. Kończąc – Piotrkowska zaliczona.
Niedziela – trzecia podczas tego weekendu majówka biegowa. Prawdziwy i niepowtarzalny piknik sportowy na stadionie w Parku 3-go Maja. Maciek Tracz z pomocą Mosiru zorganizował I Senioralia – biegi i marsz NW dla młodzieży starszej 55+. W tym miejscu wyznawcy „biegactwa” mogą zakończyć czytanie tego tekstu. W zawodach tych nie było żadnych klasyfikacji, liczył się tylko udział młodzieży. Na mecie, na każdego czekał identyczny dla wszystkich medal. Impreza rozpoczęła się dosłownie modelowym marszem NW z perfekcyjnym zabezpieczeniem medycznym. Potem był całkiem niemały poczęstunek – tzw. bomba witaminowa. Banany, winogrono, jabłuszka, soczki we wszystkich możliwych smakach – zastawiony po brzegi stół do ping-ponga. (Tak w nawiasie brakuje takiego stołu w okolicy startu parkrun). Po zaspokojeniu głodu, rozpoczął się koncert Gabrieli Zabłockiej. Spodziewałam się majteczków w kropeczki, a tu czystym donośnym głosem poleciały standardy. Wyszło słońce, było pięknie. Na boisku młodzieżowa dyskoteka, w kuluarach żarty na wysokim kolonijnym poziomie. Rozpoczęła się sesja biegowa imprezy. Biegi odbywały się po stadionie, można było wybierać z dwóch dystansów 400 lub 1500m. Dzieciaki jak to dzieciaki, za każdy bieg był medal to wystartowały w obu konkurencjach. Do biegu w kategorii – poza konkurencją – dopuszczono przedszkolaków. Więc ja i Tatiana postanowiłyśmy pokazać starszakom jak się biega 400m. Prawda jest taka, że zapiekłyśmy się tak po 300m, że do mety doniósł nas tylko honor juniora. Biegi chłopców to już inna bajka, prawdziwe sportowe widowisko. Na 400m Pawełek Matusiak postanowił kozaczyć od startu. Ja z natury złośliwa jestem, czekałam jak spuchnie. Na ostatniej prostej z miny Pawła wywnioskować można było, że i on wyczekuje tego spuchnięcia, a ono nie nadchodziło. Paweł bieg ukończył z ogromną jak na ten dystans ok. 30 metrową przewagą nad resztą peletonu. Na 1500m z trybun podniósł się jedyny, który przyszedł kibicować starszym kolegom przedszkolak – Pan Badyl. Wypisał sobie na koszulce z tyłu 4.45 – idealista, rady nie da. Cały bieg to był pojedynek, występującego towarzysko Roberta z Andrzejem, biegającym całkiem regulaminowo, bo miesiąc temu zdał do najstarszej klasy. Reszta chłopaków dawała z siebie wszystko, ale było widać zmęczenie po morderczej 4setce. Na zakończenie imprezy odbyło się losowanie nagród. Janek Morawiec wylosował jeden z sześciu kursów golfa, będziemy mieli w wkrótce w tej dziedzinie nowego mistrza.
Sportowy piknik dla seniorów uświadomił mi, jak my 40-latkowie nie potrafimy się bawić i ogólnie jesteśmy pępki świata. Po swoich biegach oczekujemy hołdów za każde urwane parę sekund z nic niemającej ze sportem wspólnego życiówki, medali, czy tabunów kibiców. Na piknik, pokibicować naszym starszym kolegom, nie pokwapił się prawie nikt. A pokazali prawdziwie sportowe widowisko. W tym momencie każdy myśli, nie wiedziałem o tych zawodach, bo bym przyszedł. Wszyscy wiedzieli, bo Maciek propagował zawody gdzie się tylko da.